Dawno, dawno temu działałam w ZHP. Bylam drużynową, zuchową. W życiu każdej drużynowej nadchodzi moment, w którym postanawia zostać instruktorem. Też postanowiłam. Co prawda formalności nigdy nie dopełniłam, ale dostałam zakładkę z cytatem, który miał przyświecać moim działaniom. Zgubiłam ją i o niej zapomniałam. Dziś, przypadkiem, znalazła się. Kochani, niech to będzie motto i dla Was - szczególnie wahających się przed wyjazdem.
czwartek, 28 kwietnia 2016
wtorek, 26 kwietnia 2016
Na każdym blogu przychodzi czas na pierwszego posta || Au-pairkowe formalności
Hej!
Na każdym blogu przychodzi czas na pierwszego posta, może nieco zagmatwanego, może mało spójnego, ale pierwszego :) Dzisiaj czas na mnie, mam nadzieję, że przyszłą au pair :)
Skąd dowiedziałam się o au pair?
Dawno, dawno temu (gdzieś w poprzedniej epoce) - to mogły być okolice roku 2000 - znalazłam w jakiejś z gazet na działce (czyli gazeta mogła być starsza ode mnie) wzmiankę o au pair - że to wyjazdy zarobkowe dla niań, za granicę. Ośmioletnia wówczas ja, stwierdziłam "nieeee, nie lubię dzieci", ale słowa "au pair" jakoś zostały w mojej główce i raz na jakiś czas powracały. Z czasem polubiłam dzieci, przypadkiem zostałam drużynową zuchową w ZHP, wychowawcą kolonijnym, animatorem czasu wolnego i troszkę podporządkowałam swoje życie maluszkom. Wtedy też mój facebook stwierdził, że zaproponuje mi do polubienia fanpage agencji Au Pair in America. W ciągu wieczoru obejrzałam wszystkie odcinki "Zakochanych w Ameryce" (filmiki promocyjne agencji) i zaczęłam szukać informacji formalnych. Jeszcze tego samego dnia zaczęłam wypełniać aplikację w internecie. Niedługo potem spotkałam się z konsultantką, żeby wyjaśnić i rozwiać wszelkie moje wątpliwości, umówiłam się z nią, że "jeszcze tylko zrobię prawo jazdy" i jedziemy. W międzyczasie dołączyłam do miliona grup na facebooku typu "Polskie au pair w USA" czy "AuPairPoland". Przez rok non stop trułam znajomym o wyjeździe (rodzina mnie wyśmiała, cóż, wciąż nie wiedzą), ale z prawem jazdy było mi nie po drodze.
Prawo jazdy:
Moje zdobywanie prawa jazdy można podzielić na kilka etapów. Pierwszy z nich, w 2009, na 3 miesiące przed osiemnastymi urodzinami, zaczęłam truć mamie o prawku, że ja chcę, ja będę jeździć, ja pójdę do pracy i odłożę na maluszka, a w ogóle to ja chcę i już. Mama się nie zgodziła, ja zmieniłam nastawienie i już nie chciałam jeździć. Na osiemnastkę (luty 2010) dostałam kasę na kurs. I tu zaczyna się drugi etap walki o uprawnienia. Wtedy nie zależało mi już na jeżdżeniu, a wręcz byłam mocno zniechęcona, bardzo chciałam przeznaczyć te pieniądze na obóz żeglarski - mama niestety się nie zgodziła, a wręcz w maju stwierdziła, że jak nie zapiszę się już, teraz, zaraz na kurs, to ona kopertę zabierze. Cóż miałam zrobić - zapisałam się. W 2010 do egzaminu praktycznego podeszłam 3 razy. Raz wyjechałam z placyku. Etap trzeci mojej batalii rozpoczął się w 2012 - kiedy za własnoręcznie zarobione pieniądze postanowiłam dokończyć prawo jazdy, wykupiłam godziny, zmieniłam autoszkołę, ogólnie wszystko - znów 3 podejścia, znów Łódź. Na ostatnim egzaminie tak ładnie przygrzmociłam w słupek na placyku, że aż się złamał. Stwierdziłam, że kierowcy ze mnie nie będzie, że w sumie lubię komunikację miejską i po co mi samochód. Cóż. Ostatni etap - znajomi nazywają to "etapem yolo" nastąpił jakoś na początku marca tego roku - wykupiłam 10h jazd po Sieradzu i egzamin. Tak, po czteroletniej przerwie i miliardzie zmian w przepisach postanowiłam podejść do egzaminu po zaledwie dziesięciu godzinach. W Prima Aprilis. I wiecie co? Zdałam :) Wtedy też zaczęłam na poważnie traktować aplikację...


Aplikacja au pair:
Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po egzaminie, było napisanie do mojej konsultantki (w międzyczasie się zmieniła), że "hej, mam prawko". Właściwie od tamtej pory w tydzień nagrałam filmik (znajdziecie go o tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=7Pk4IAD-McA), napisałam list, pozbierałam referencje (wyjazd z Łodzi do Gdańska na 2h? czemu nie :D), uzupełniłam wszystkie formularze, zorientowałam się, że paszport jest lekko nieaktualny, nie znalazłam świadectwa ukończenia liceum (więc złożyłam podanie o duplikat) i dzisiaj, po niecałym miesiącu poważnego traktowania wyjazdu, przeszłam interview.
Interview:
"JezusMaria, przecież ja nie umiem angielskiego! Przecież nie zrozumiem ani słowa od konsultantki, o Borze mój sosnowy, nie dam rady, może wypiję setkę, albo dwie*, to przynajmniej nie będzie mi głupio, o Matko, o Matko, o MATKO" - to całkiem niezłe podsumowanie moich myśli przed interview. Ale głos rozsądku stwierdził, że lepiej, żebym się nie dogadała z konsultanką i wiedziała co mam nadrobić, niż miałabym się nie dogadać z rodziną i zamiast w ciepłym SF zamieszkać na mroźnej Alasce. Serio. Spać nie mogłam od 6 rano, próbowałam wertować internet w poszukiwaniu skryptu dla konsultantek (nie znalazłam), zgubiłam się na kampusie Uniwersytetu (o ile można tak to nazwać), ledwo zdążyłam i... udało się. Monika pytała o moje doświadczenie w pracy z dziećmi, dlaczego chcę być au pair, dlaczego USA, co lubię robić z dziećmi, w jakim wieku lubię dzieci, skupiła się na mojej pracy jako wychowawca, uprawnieniach, pytała o prawo jazdy, o leki, alergie - taka rozmowa. W pewnym momencie zorientowałam się, że przestałam "tłumaczyć" w głowie pytania i trochę poniósł mnie flow. Rozmowa trwała około 40 minut, po niej dostałam do wypełnienia test psychologiczny - serio, najgłupsze 170 pytań ever, nie wiem na jakiej podstawie oni chcą stwierdzić, czy jestem psychopatą (haha, tak mi się skojarzyło: https://www.youtube.com/watch?v=-IGNr4SJ_SE). Niemniej - formalności za mną. Teraz aplikację jeszcze raz sprawdza Monika i... zaczynamy przygodę!
Stay tuned!
Na zakończenie piosenka, którą usłyszałam w niedzielę nad ranem (w poniedziałek w sumie) w pracy i nie chce mi wyjść z głowy: https://www.youtube.com/watch?v=80lPIbuiz60
I piosenka, która mnie tak bardzo motywuje do wyjazdu i pomaga w chwilach zwątpienia: https://www.youtube.com/watch?v=Zx06XNfDvk0 :)
Zasadniczo jeśli któraś z Was ma jakieś pytania, waha się czy coś - piszcie, pytajcie, odpowiem, wyjaśnię, jestem na świeżo ze wszystkim :) Wiem ile się czeka na prawo jazdy, na paszport, jaką minę zrobić, żeby czekać krócej
(hah: "- Paszport będzie 20 maja.
- Ojej, 20 maja? - *oczy kota ze Shreka*
- Pani zadzwoni 10, powinien być")
Odpowiadając od razu: nie wiem, czemu wybrałam tę agencję. Bo tak? Intuicja? :)
Buziaki!
Ola
* nie wypiłam w końcu ani setki, ani dwóch. tylko dwa kubki herbaty. i zjadłam bułkę z rabarbarem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
